Czyja szyja

Szyja to ziemia niczyja. Położona między tułowiem a głową, jest trochę bezpańska. Rozłożysty, sielski i nieco monotonny krajobraz wyspy naszego ciała, pokryty łagodnymi pagórkami, dolinami i rozpadlinami, nagle zwęża się do rozmiarów wąskiego półwyspu, na którego końcu znajduje się zadziwiająca kulista konstrukcja, zwana głową.

Przypomina ona małe warowne miasto zamknięte w solidnych murach czaszki, dostępne jedynie przez zbrojną w zęby bramę ust. Nikt niepożądany nie powinien przedostać się do środka pod czujnymi kamerami oczu i wrażliwymi na wszelkie podejrzane zapachy wentylatorami nosa. A wszystkie te zabezpieczenia dodatkowo uzupełniają przedziwnie uformowane, nasłuchujące w dzień i w nocy anteny uszu. W centralnym bunkrze warowni, której sklepienie jest od zewnątrz porośnięte gęstą izolacją włosów, nie mieszka jednak król, tylko centralny komputer, zwany mózgiem, zawiadujący obiegiem informacji i sterujący procesami życiowymi całego organizmu.

Szyja odgrywa rolę pomostu, łączącego wieś ciała z miastem głowy i dlatego trudno zadecydować, do którego z nich należy. Ale bez tej bezpańskiej szyi żyć się nie da. Jest to w istocie najbardziej newralgiczny, narażony na przeróżne niebezpieczeństwa fragment ciała. Nie bez powodu upodobali go sobie kaci, a także mamy i babcie, biegające za nami z szalikami. Ale nie tylko dlatego szyja jest tak ważna. Przede wszystkim nosi ona głowę, co – zważywszy na naszą pionową postawę – jest zadaniem szczególnie trudnym i odpowiedzialnym. Aby szyja mogła wyjść z tego cało, bez napięć, przykurczów i wypadnięć dysków kręgów szyjnych, wszystko to, co umiejscowione jest poniżej szyi, powinno być oczywiście prawidłowo ustawione i sprawne. A więc – stopy, kolana, miednica, lędźwie, przepona, powłoki brzuszne, klatka piersiowa i ostatni odcinek kręgosłupa. Nawet to jest jednak tylko warunkiem koniecznym, a nie wystarczającym, dobrego samopoczucia szyi.

Najbardziej zgubny dla szyi jest nawyk brania sobie na głowę zbyt wiele, czyli nadodpowiedzialność. Sama głowa waży sporo, bo około 5-7 procent normalnej wagi dorosłego ciała. U 80-kilogramowego mężczyzny będzie to około 5 kg. Ile trzeba wysiłku, by przez cały dzień utrzymać w pionie pięciokilogramowy ciężar i obracać nim na wszystkie strony! U dzieci, którym głowy rosną szybciej niż reszta ciała, ten wysiłek jest proporcjonalnie jeszcze większy. Tym bardziej należy dbać o to, żeby naszym dzieciom nie zwalać na głowę niepotrzebnych kłopotów. Ale na dziecięcy kark i szyję czyhają także inne niebezpieczeństwa. Przede wszystkim musimy uważać, żeby dziecku nie złamać karku.

Ta nieprzyjemna metafora odnosi się do sytuacji, gdy przez nadużywanie rodzicielskiej siły i autorytetu – krótko mówiąc przez przemoc – łamiemy dziecku charakter. Objawem jest głowa zwisająca na piersi w pozie poniżenia i poddaństwa.

Jak wiadomo, m. in. sposób noszenia głowy świadczy o człowieku. Oprócz częstych symptomów złamanego karku można spotkać też głowy noszone hardo albo dumnie, czasami wręcz pysznie. Nie tak rzadko występuje tzw. sztywny kark, znamionujący ograniczoność i brak elastyczności poglądów, poczucie misji i niezachwianej słuszności. A także kark byczy, czyli nadmiernie umięśniony i przekrwiony, co wskazuje na historię wieloletnich dziecięcych zmagań z poczuciem fizycznego zagrożenia i porażającego wstydu.

Najlepiej jest, gdy nosi się głowę godnie – co oznacza, że w dzieciństwie doznaliśmy wystarczająco wiele wsparcia i szacunku – i ma się szyję na tyle elastyczną, żeby móc skinąć głową na „tak” i pokręcić na „nie”, móc ją pochylić w geście przeprosin i pokory, odrzucić w tył w odruchu radości i ekstazy, a co najważniejsze – nie zadzierać nosa, nawet wtedy, gdy na głowie spocznie korona.

Wojciech Eichelberger „Ciałko”

„Pokochaj swoje ciało”
Weź udział w warsztatach online za jedyne
149

Przejdź do formularza płatności

Start typing and press Enter to search

SerceUsta